Badż jest niezmiernie ważny, albowiem pozwala na wstęp do labu, a jak już pisałem organizacja i służbistość są tu na dość wysokim poziomie, więc wchodzenie na krzywy ryj nie bardzo działa. Da się, ale kończy się to serią telefonów i autami stojącymi z tyłu, powiedziałbym, że trąbiącymi ale najlepsza z żon wytknęłaby mi, że koloryzuję. I miałaby rację - nie trąbili. Wracając do badża - procedura dla pracującego w tymże miejscu jest relatywnie prosta, i wedle administracji powinna trwać nie dłużej niż jeden dzień, a wyglada ona następująco:
1. pobrać formularz.
2. wypełnić formularz.
3. odbyć kurs online.
4. wyrobić badż.
Póki co, udało mi się utknąć na punkcie numer 2, i nadal w nim tkwię. A to dlatego, że tutejsi służbiści domagają się jakichś nieistotnych szczegółów jak np. numer polisy ubezpieczeniowej. Ha! Wszak pracując na prestiżowym uniwersytecie mamy przecież ubezpieczenie - wystarczy sie jeno zalogować na stronę tegoż uniwersytetu, zaznaczyć okienko i będzie działać. I tu się zaczyna. Aby się zalogować potrzebne jest netID. NetID jest nieaktywne, a w zasadzie w ogóle go nie widać, ale pani sekretarka z Konektiket, twierdzi, że spoko i trzyma rękę na pulsie i da znać jak netID będzie. Tak mija czwartek. W piątek, na wszelki wypadek wyrobiliśmy badża najlepszej z żon, co wymagało żółtego papierka od hałsing ofis i uśmiechu najlepszej z żon (do fotografii). NetID tymczasem nadal ni ma. Wziąłem sie więc na sposób i spróbowałem zadzwonić do helpdesku. I tu zaczęła się radosna karuzela. Odbyłem kilka rozmów telefonicznych, w których kolejne osoby pomocnie sugerowały następne ogniwo, które być może mogłoby być może coś wiedzieć. A koniec konców okazało się, że NetID nie ma, nie wiadomo kto mógłby je przyznać a Ci co mogliby wiedzieć są póki co nieobecni. W między czasie do sprawy włączyła się szefowa, która uznała, że niedopuszczalnym jest abyśmy nie mieli jeszcze ubezpieczenia zdrowotnego - co w zasadzie jest nawet prawdą bo dzień wczesniej wysyłałem podpisany dokument w którym oświadczałem, że jestem świadom, że nieposiadanie tegoż ubezpieczenia grozi deportacją. Wykorzystując wpływy i znajomości dotarła do kogoś kto wiedział, kto netID nadaje i wiedział, ze ta osoba będzie być może w poniedziałek - moich telefonów nie odbierali.
Tryby amerykańskiej machiny biurokratycznej można przyśpieszyć, jak się okazuje, i nadać im impet porównywalny z wodospadem z reklamy Corega Tabs. Czy coś. Otóż dzięki interwencji szefowej, godzinę przed wyjściem do domu pana co czynił zdjęcia do badżow, co dawało jakąś szansę na zrobienie badża jeszcze tego dnia, otrzymałem NetID. W forwardowanym mailu były wyrazy ogromnej radości i szczęścia z tego powodu i dużo wykrzykników - "We made it! He has a NetID!". Problem, który większość osób przeoczyło polegał na tym, że większość serwisów internetowych do zalogowania oprócz loginu wymaga również hasła. Nie inaczej serwis o którym tu mowa. Seria telefonów, wykazała że sytuacja jest dość podobna do poprzedniej - nikt nie wie kto to hasło generuje. To taka nowa praca! Ja dostaje tylko login! Nie wiem co dalej! Być może jest to jeden facet ale będzie w poniedziałek - drop him an email.
W zaistniałej sytuacji posiadam obecnie badża, jako osoba zamieszkująca na terenie labu - ale data ważności jest o wiele krótsza od badża najlepszej z żon. Z pewnym niepokojem oczekuje poniedziałku.
LOL OMG WTF i inne trójliterowce ;)
ReplyDeleteNajabardziej mi się podoba kawałek o entuzjazmie że udało im się załatwić połowę sprawy ;) to jest to co pamiętam z współpracy z amerykanami.
P1: Did you manage to solve issue?
P2: No, but I managed to email A and he contacted B and we are in progress of things as we will discusss next week since C could not attend conf call yesterday and he might be helpful
P1: Oh, yes.. that is great! I see we are in the path and the progress has been made! Keep up great Job!
Ale masz jakiegoś badża i to się liczy ;)
nie, no ja jebe, ale czad :) (ja jebe mówi mój trener z kaszub)
ReplyDeleteTrener uczy kaszupskiego? Ale czad.
ReplyDelete