disclaimer: blogger sie zbiesił, więc post jest sprzed dwóch dni więc daty mogą się nie zgadzać.
Azaliż udało się dostać badża, ale prosto nie było. W ostatnim odcinku, zostawiliśmy bohaterów z badżem gościa na terenie i niewiadomością co dalej. Zatem w poniedziałek okazało się, że koleś od maila, jednak jest osobą, która jest kompetentna (ale tylko do pewnego stopnia - maila dalej nie załatwił) i wysłał maila, że owszem, hasło może przyznać ale tylko przez telefon, ale do drugiej jest na zebraniu więc żeby dzwonić później. Przez telefon udało się sprawę załatwić. Zalogowawszy się w systemach okazało się, że ubezpieczenie a i owszem można załatwić, ale a) adres zamieszkania wpisany jest w konektiket b) najlepszej z żon nie można wpisać albowiem nie posiaa sołszal sekjuriti namber i obie te rzeczy wymagaja interwencjie HR. Jeden mail dalej i pare godzin pozniej wieczorem okazalo sie, ze jednak to zrobili udalo sie zapisac na tu-bez-pieczeni. Miłym akcentem były maile od szefowej, która ze średnio 2-3 godzinnym opóźnieniem wysyłała mi maile, że moge zrobić to co akurat już zrobiłem. W każdym razie, we wtorek uzbrojony w wydruk potwierdzenia, że jestem azaliż ubezpieczony - bo numeru polisy nie bedzie jeszcze przez tydzień albo dłużej jak zostałem poniformowany - udałem się do biura pozwoleń. Gruba pani tamże nie raczyła nawet spojrzeć na ubezpieczenie za to stwierdziła, że mój formularz jest podpisany przez niewłaściwą osobę i jest jej przeykro. Ale po patrzeniu na mnie w milczeniu przz jakies 2 minuty stwierdziła, że ewentualnie może przyjąć maila od osoby właściwej. A tak, w miedzyczasie i przy okazji, to żebym zrobił online kurs bezpieczeństwa.
Kurs bezpieczeństwa to seria prezentacji online, które trwaja ponad godzinę, w których trzeba przyjąc do wiadomości rożne niezmierne ważne skróty uzywane w tutejszej nomenklaturze sejfti. Z tego jest potem test. Tzn. głównie tych akronimów. Oczywiście test też robi się online, tylko z jakiegoś powodu do mnie nie przychodził kiedy klikałem odpowiedni guzik - innym podobno przychodził w minute. Mi przyszło w środe rano. 3 razy. Po zrobieniu testu okazało się, że mail od szefowej nie może być uznany, ponieważ jej badż z kolei stracił ważność, w związku z czym jej zatwierdzenie mojego badża jest nie ważne. Zupełnie przypadkiem poznałem drugą osobę, która mogła mi to zatwierdzić i ta że wysłała maila. Szczegóły typu wracanie na 10 piętro po papiery, które już raz wcześniej skanowali i problemy z siecią podczas samego drukowania badża pomijam. Efekt jest taki, że w niecały tydzień od przyjazdu (bez jakichś 5 godzin) mam badża do najwkiększego laboratorium fizyki cząstek w U.S.A.. Grejt jakby powiedzieli tubylcy pokazując kciuk do góry.
Z innych atrakcji znaleźliśmy mieszkanie. Znalezienie mieszkania jest jak sie okazuje proste jak konstrukcja cepa. Szuka się na craigsliście (coś jak vlokslsta tylko bardziej) ogląda się kilka obleśnych mieszkań, następnie ogląda się jedno w miarę normalne i natychmiast w nim zakochuje, po czym wysyła się zeskanowaną aplikację lokatora mailem, płaci 25$ za sprawdzenie kredytu i po południu dzwoni się, żeby się dowiedzieć, ze się zostało zaakceptowanym lokatorem. Jeszcze tylko zapłacenie depozytu + pierwszy miesiąc czynszu i klucze do rąk. Szybko miło i przyjemnie. Mieszkanie jest małe, ale świeżo pomalowane, ma plastikowe okna, jest położone w miesjcu, z którego można na piechotę dojść do metro do Chicago i dwóch centrów podmiejskich miasteczek, gdzie są bary, restauracje etc. Jak na to co oglądaliśmy lokalizacja rządzi. Zabawa zaczęła się kiedy zechcieliśmy zamówić do mieszkania prąd i internet. Dzwonie Ci ja na numer co mię dali do dostarczyciela prądu, nawiasem mówiąc wygląda, że tu jest monopol ale nie jestem pewien, i nadziewam się na automat z rozpoznawaniem głosu.
- "Proszę podać adres pod którym chcesz zainstalować prąd"
- "Oak Park"
- "Nie zrozumiałam, proszę powtórz."
- "Oak Park!!!"
- "Nie zrozumiałam, proszę powtórz."
- $%^$%^$ Oak Park
- "Czy adres który wymieniłeś to $%^$%^$ ? Nie mam go w swojej bazie danych. "
I tak dalej w ten wesoły deseń. Po ok. pół godziny takiej zabawy, automatyczny system mnie wyrzucił ponieważ niechcący podałem datę rozpoczęcia w niedziele co jest no bueno. Przełączyło mnie zatem do miłego pana konsultanta, któremu miałem przyjemność ponownie udzielić wzystkich moich informacji, ponieważ system nie przyjął był. Po czym oczywiście sie okazało, że mój sołszyl sekjurity jest no bueno i w związku z tym, ktoś powinienem mnie wylegitymować. Najbliższe miejsce uprawnione jest jakieś 15 mil od fermilabu. Niby nic, ale zawsze wycieczka. Oczywiście okazało się, żę z internetem zabawa jest identyczna, tzn. jedziemy do legitymowania, ale udało mi się ustalić, ze da się w tej samej mieścinie - wysypało się nie na ofercie tylko, na przyjeździe ekipy do zamontowania tegoż - taka ciekawostka. No to jadymy, znajdujemy skrzyżowanie co ma być, wchodzę Ci ja do biura wymiany co miałem znaleźć a tam miły pan o latynoskich rysach mówi mi, że owszem kiedyś sprawdzali tożsamość dla panów od prądu, ale nie robią tego już od kilku lat i doprawdy nie wie czemu ludzie od prądu ciągle do nich wysyłają ludzi w tym celu. No to dzwonię Ci ja na infolinię i wyrażam dezaprobatę dla precederu wysyłania nas 15 mil do miejsca gdzie się nic nie da zrobić, a pani mi mówi, nie no bo pan ma iść do aurora/lake currency exchange. No to ide po wielkim parkinku szopping malla i jak nic wychodzi, że jedyny currency exchange to jednak ten. Wchodze i sie upewniam i jak najbardziej on ci to jest. No to dzwonie ponownie na infolinie, gdzie tym razem odbiera w miare sensowna pani, która mnie mówi, że jej jest przykro ale oni nie są w stanie wiedzieć czy adres pod który kogoś wysyłają jest aktualny. Na moje pytanie, że tu twierdzą, że od lat tu przyjeżdżają ludzie na marne powiedziała, że zaznaczy. W każdym razie dała innyc adres w tym samym mieście, ale powiedziała coby zadzwonić i sprawdzić. Sprawdzilimy i zdążyli 5 minut przed zamknięciem i pani wydała nam świstek na którym zidentyfikowała mnie jako Andrzew i stwierdziła, że dane beda w bazie danych za 5 do 7 dni, co sie troche nie kalkuluje z tym, że za 2-3 chcieliśmy się wprowadzić. Ale nic to, jedziemy sie legitymowąc internetom. po pół godziny szukania i tego sklepu okazało się, że ten sklep jak i wszystkie inne w tej połowie stanu są akurat w tą środę zamknięte. Tym razem telefon na infolinie znowu trafił na sensownego człowieka (generalnie wygląda, że afroamerykanie są ok, inni są nie ok) i okazało się, że jeśli zgodzimy się zapłacić depozty w wys. 100$ to jednak nikt nie będzie chciał zobaczyć naszych dokumentów. Mają niby instalować w poniedziałek o 7:30. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
P.S. wczoraj byliśmy też wrzucić rzeczy cośmy je zakupili do domu w Ajkiji i nie leci woda w łazience. Mam złe przeczucia.
jak będziesz miał prąd i internet to przecież myć się nie musisz ;)
ReplyDeleteGratulacje badge'a, a że wszyscy są lepsi od latynosów to przecież wiadomo ;) latynosi to złodzieje co nie umieją mówić po amerykańsku - btw może ten automat był latynoski i dlatego nie rozumiał co mówisz?
gratulacje na okoliczność uzyskania badża, prądu i internetu... czekamy w napięciu na wiadomości ze świata wody :)
ReplyDeleteTak się niby zgrywa, że woda to, woda tamto, a po trzech latach mieszkania na radzikowskiego nie zdjął zaślepki z kranu. Umieść jakieś foto tego jak mieszkasz, okolicy, tego jak machasz pindolem, takie tam.
ReplyDeletenie krępuj się również zamieścić zdjęcia z pomnikiem bakterii w millenium park i innymi landmarkami.
ReplyDelete