Friday, June 24, 2011

Odcinek zaległy, w którym kupują auto oraz napotykają absudy parkowania w Ołk Park (nomen omen)

Gwoli wyjaśnienia, odcinek jest zaległy z kilku powodów a jednym z nich jest ten, że zanim bym pisał o zakupie auta chciałem mieć poczucie oglądu pełni sytuacji. Teraz to poczucie mam, to i mogę pisać.

Otóż auto można kupować na kilka sposobów. Albo i nie kupować a wynajmować na zasadzie leasing, co oznacza ok. 200-300$ miesiecznie i uzywanie nowego auta, ktorego jednakże nigdy nie obejmie się w posiadanie. Opcja leasing jest jednakże niedostępna dla biednych cudzoziemców bez histori kredytowej więc nad tym się nie będziem rozwodzić. Jak już być może wspominałem wcześniej, nie posiadanie kredit histori jest sporym problemem logistycznym, które bardzo utrudnia życie w amerykańskim snie, głównie dlatego że większość wspaniałych atrakcji typu kupowanie rzeczy ponad stan i możliwości zarobkowe jest dla biednego przybysza niedostępne. Są jednak dilerzy samochodów, którzy pochylą się nad biednym cudzoziemcem, który dodatkowo pracuje w instytucji rządowej i spróbują udzielić mu pomocy. Pomoc polega na tym, że zamiast auta do 5000$, które się chciało zakupić proponują finansowanie, które jednakże może być przyznane tylko na auto z gwarancja, czyli jednakże trochę droższe, i jeśli te 5000$ się wpłaci z góry to oprocentowanie wyniesie tylko 20% w skali rocznej, co daje jakies 6000$ samych odsetek przez 3 lata. Ale gdybym chciał to mogłem tym autem wyjechać choćby tego wieczoru. Z jakiegoś powodu nie wyjechałem. To sposób pierwszy.

Sposób pierwszy b, to wzięcie pożyczki z kasy oszczędnościowej w labie, która ma racjonalniejsze opodatkowanie ale w związku z tym i pewne wymagania. A to, żeby otrzymać wypłatę tejże pożyczki na zakup samochodu należy stawić się w filii banku z dowodem zakupu tegoż samochodu oraz dowodem ubezpieczenia tegoż samochodu na zakup którego chce się dopiero wziąć pożyczkę. Próby moich sugestii, że logistyka tej operacji mogłaby być lekko skomplikowana, zostały w zasadzie zignorowane. Tzn. zostałem zapewniony, że wszyscy dilerzy na to pójdą.

Przejdźmy zatem do sposobu drugiego, a to wyszukanie odpowiedniego auta na kregsliście, co jest ona serwisem ogłoszeniowym, gdzie ludzie jak sama nazwa wskazuje ogłaszają różne rzeczy. Można sobie przeglądać dziesiątki różnych ogłoszeń dziennie, a to Chevrolet , wypas, rocznik 1970, odnowiony tylko bez silnika,  a to fordzik, świetnie jeździ, mało pali i tylko przebieg 300 000 mil i tym podobne atrakcje. Zdarzają się też czasami okazje, jak na przykład mało śmigany VW Golf z niedużą cenę. Ale w przypadku takich okazji, dylematy jak grzecznie zapytać czy możnaby auto ewentualnie do mechanika oraz drugi jakiego właściwie, do cholery, mechanika, zwykle jest rozwiązany przez telefon od sprzedającego pana, że w zasadzie nie mam już po co jechać bo przyjechał jakiś koleś, zapłacił gotówką i odjechał.

Zostaje sposób trzeci, czyli desperacja, albo mały diler, na którego natykasz się przypadkiem a który ma auta mocniej zużyte niż diler wypasiony ale i o wiele tańsze. Na dilera o którym będzie mowa natknęliśmy się albowiem był w okolicy sklepu z używanymi rzeczami w którym szukaliśmy garnków. Wiedzieni wspomnianą desperacją weszliśmy zapytać, czy nie ma przypadkiem czegoś co by mało paliło, miało w miare nieduży przebieg i w dodatku niedrogie. Pierwszy Pan wesoło zaśmiał nam się w twarz, ale drugi powiedział, że trudna sprawa, ale że może w weekend będzie mieć Focusa, co ma mniej niż 100 k mil. Jako że, do rzeczonego weekendu nie udało nam się nic innego znaleźć, oraz że obojgu nam idea Focusa dość się podobała już wcześniej w sobotę udaliśmy się do dilera. Wcześniej zasięgnęliśmy opinii wszystkowiedzących Włochów, którzy poradzili nam, że jak najbardziej wypada wziąć auto od dilera do mechanika oraz poradzili nam dwóch mechaników których można by spróbować. Obaj zamknięci w sobote jak się okazało. Ale nic to, po drodze do dilera zauważyliśmy innego mechanika. Mechanik ten okazał się być meksykańską manufakturą pimp-mobili a w każdym razie opon i alufelg do nich, ale jako że powiedzieli że wykonują usługę pt sprawdzenie auta przed zakupem i to nawet nie drogo to oparliśmy się na ich ekspertyzie.

Wzięlim zatem Focusa na test drajwa, który polegał na tym, że pojechaliśmy do Chihuahua tire store, gdzie po godzinie oczekiwania z czego część spędziliśmy w poczekalni oglądając amerykańską wersję teletubisiów na pełnym dźwięku ostrzymaliśmy ekspertyzę, z której wynikało, że:
- hamulce przednie do wymiany (standard)
- kondensator klimy do wymiany, bo przecieka (może być hardkor finansowo)
- coś cieknie ze skrzyni biegów, ale że otwarcie skrzyni kosztuje 200$ to nie sprawdzali, ale radzą sprawdzić.
Robiąc te naprawy u nich impreza wyszłaby ok. 1000$. Uzbrojeni w tąże ekspertyzę udalim się z powrotem do dilera, który w międzyczasie zaczął sie niepokoić i dzwonić. Dojechalim, zdalim sprawę co i jak, a to że naprawy potencjalne to 25% wartości auta, ale że jak spuści 500 baksów to możemy się zastanowić. Spuścił bez gadania, tylko powiedział, ze to przeciekanie skrzyni to pewnie resztki oleju po tym jak wstawił nowe transmiszyn. Jako że, wcześniej nam mówiono, że można się targować spowodowało to u nas plucie sobie w brodę, że nie wspomnieliśmy o syfie w aucie i dziurach w tapicerce, co mogłoby spowodować dalsze obniżki.
Oczywiście nie muszę mówić, jedyne co udało nam się uzyskać wspomnieniem o ewentualnym czekaniu na czek z pożyczki z banku (opcja 1b) było spojrzenie pełne politowania. Także ok 45 minut i 2 bankomaty później staliśmy się szczęśliwymi właścicielami Forda Focusia. Ale że auto nie było ubezpieczone umówiliśmy się, że je odbierzemy po weekendzie, co był długi, jak już to ubezpieczenie zakupimy. Oczywiście był to weekend w którym doznałem radosnych apopleksji i innych podagr, wieć auto odebralim dopiero tydzień później.

Jak już odebralim to się okazało, że auto jeździ. Sprawa mechanika się odwlekała z różnych powodów, ale w końcu w ten poniedziałek zawiozłem rydwan do mechanika w okolicy, który podobno tani i dobry. Chop wygląda jakby był na orgynalnym Woodstocku. Nadal. Ale auto wziął razem z hamulcami cośmy je zakupili w autopartsach. Hamulce wymienił a następnie stwierdził, że klima i skrzynia biegów jest wporzo. Więc wyszło, że jednak jesteśmy do przodu. Oszczędzilim, kupilim, auto jeździ. Przedwczesne wnioski jak się okazało.

Aż do dzisiaj, kiedy to wracając z zakupów stwierdziłem, że z jakiegoś powodu nie świeci się światło w bagażniku. Faktycznie lampka była wyłączona. Azaliż włączylim lampkę, światło w bagażniku się zapaliło, wrócilim do domu, zanieślim zakupy po czym się okazało, że jak się włoży kluczyk i przekręci kiedy lampka jest włączona to powoduje jakieś radosne zwarcie, które kompletnie wykończyło akumulator. Ergo auto nie zapala a stoi nie tam gdzie powinno, co powoduje kolejne atrakcje związane z parkowaniem, które doprowadziły mnie do wściekłości, ale chyba będzie o tym w następnym odcinku. W każdym razie lekcja na dziś jest taka, że jeśli akumulator padł to w automatycznej skrzyni biegów nie da się zmienić biegu np. na luz żeby auto przepchnąć na drugą stronę ulicy. The more you know...

Sunday, June 19, 2011

Parę tysięcy słów o Ołk Parku.

Zgodnie z dewizą, że każdy obraz wart tysiąc słów.

Miejscowość, w której zamieszkujemy nazywa się Ołk Park i przez wszystkich spoza Ołk Parku uważana jest za śliczną, wspaniałą etc. Nasze uczucia póki co są mieszane. Nasze mieszkanie ma tą sympatyczną cechę, że da się dojść gdzieś na piechotę. Gdzieś oznacza dwie różne stacje metra, 4 knajpy z sushi, 2 knajpy z hinduskim, 2 meksykańskie, 1 tajska, kino, apteka, bank, ze dwa duże sklepy oraz zagłębie barowe, które jednak jest już w następnym miasteczku. A i mamy też blisko do ok. 10 różnych kościołów - z tego co pamiętam każdy należy do jakiegoś innego szczepu chrześcijaństwa. Mieszane stąd, że jednak mieszkamy przy dość ruchliwej ulicy co w połączeniu z sąsiadem z góry, który dostaje losowych ataków miłości do drum n' bassu głównie ok. 2 nad ranem powoduje, ze czasami się tak sobie śpi. No i jeszcze dochodzi masakra z parkowaniem, ale o tym kiedy indziej.

Otóż miasteczko nasze posiada atrakcje. Turystyczne atrakcje. I nie chodzi tu o końcową stację linii zielonej metra. Otóż nie. Miasto to jest znane w całym USie (podejrzewam, ze nie jest) jako miejsce narodzin Hemingway'a Ernesta co wielkim pisarzem był:

chwilowo nie zwiedzilim bo chcą 10 baksów a my oszczędzamy. Ale Hemingway ma muzeum, bistro i ogólnie szacun.

Większy szacun ma jednakże Frank Lloyd Wright. Na poczatku myslałem, ze to jeden z tych kolesi co odpalili pierwszy dwu-płatowiec, ale się okazuje, ze to nikt aż tak ciekawy. Jakiś architekt co to zaprojektował muzeum Guggenheima czy innego kogoś. Bez rewelacji. W dodatku nazostawiał tych swoich dziwactw co je poprojektował i teraz ludzie w tym muszą mieszkać i wyglądają na zakłopotanych jak im się nagle na trawniku pojawia banda japończyków z audiogłajdami i jednorazowymi aparatami fotograficznymi:

 Wytwory Franciszka L.W. w Ołk Parku można podzielić na dwie grupy, z których pierwsza jest wyrazem jego wspaniałego nowego stylu preriowego, wiekopomnego, zmieniającego spojrzenie na architekturę w Stanach, na Świecie, w Układzie Słonecznym etc... a część jest kompletnie nieciekawa i jak się okazuje jest efektem tego jak Franciszek projektował nisko budżetowe siedziska aby związać koniec z końcem. Ku chwale sztuki zamieszczam parę tysięcy słów o jednak stylu preriowym.



 Tutaj dom i studio w którym Franek eksperymentował z formą i przestrzenią. Też nie bylim jeszcze w środku.
Tu akurat nie styl preriowy tylko pseudo Tudorowy. Jak się okazuje architekci też muszą jeść.

P.S. w Village Hall są portrety naprawdę ważnych ludzi, którzy pochodzą z Ołk Park (tak sądze) i tam są uhonorowani koleś od głosu Homera Simpsona oraz Betty Ford od kliniki uzależnień dla gwiazd. Czyli jednak jesteśmy w dobrym towarzystwie.

Zaległe kilka zdjęć z Szykago.

Zdjęć jest mało albowiem robiłem je w dniu jak miałem pierwszy atak podagry, więc dość szybko przeżycie stało sie ważniejsze od dokumentowania wycieczki. Wiem, nie mam duszy artysty.
Tutaj widać jak mieszkańcy szykagowa respektują zarządzenia ich władz.

ze bean. Stainless steal. Or sth.


A to jakieś fragmenty skajlajnu. W zasadzie losowe. Póki co udaje mi się zawsze nie wziąć aparatu do miasta w którym bywamy rzadko. Pewnie dlatego bywamy rzadko bo mamy za blisko do metra. Dodatkowo udało mi się zapomnieć z polski ładowarki do aparatu co uważam za jedan z wielu przebłysków mojego geniuszu.

Friday, June 3, 2011

Interludium w którym poznaje się lokalną służbę zdrowia.

Znowu nie będzie o zakupie auta, bo auto stoi u dealera na parkingu bo je zakupilim w zeszłą sobote i mielim odebrać we wtorek, jako że poniedziałek świętem narodowym był. Takoż w niedzielę udalim się do znajomego włocha na zaległe BBQ berfdej parti, na którym ta bardziej męska połowa z nas spożywała mięso w postaci steków oraz piwa małe w ilości kilku. Ten wybór jadła miał się okazać błedem już następnego dnia.

A to z powodu mojej radosnej wątroby, która, podobno przy okazji spożywania czerwonego mięsa i alkoholu, postanawia isć na wakacje i jakiś tam odczynnik jest nie ok. Problem był mi znany, raz nawet dietowałem przez miesiąc bez czerwonego mięsa i alkoholu aby tenże obniżyć co się udało i sprawę uważałem za zamkniętą, szczególnie że nie miałem wtedy żadnych objawów - apparently a bad idea.

Następnego dnia, czyli w poniedziałek okazało się, ze mnie boli stopa. Wieczorem okazało się, ze mnie zajebiście boli stopa. Wtorek rano spędziłem próbując zrozumieć jak w zasadzie działa nasze ubezpieczenie zdrowotne, albowiem strony lekarzy i Jalu dość się różniły w wersji ile np. należy płacić za wizytę. Natomiast ubezpieczyciel miał automatyczny system odpowiedzi, z którego nie dało się nic wyciągnąć - powinni go instalować w partyzantach i szpiegach. Po ustaleniu, że jednak racje ma Jalu (dobrze) postanowilim zadzwonić do ortopedy - do zobaczenia za tydzień. W tej sytuacji udało się nam znaleźć urgent care facility, które było w centrum handlowym - te takie parterowe domki i duży parking, chińskie żarcie, subway, ostry dyżur medyczny usług, radioshack - te sprawy. W środku się okazało, że w sumie przyjmują na zasadzie lekarza pierwszego kontaktu a nie emergency czyli płacić mamy 25$ a nie np. 75$. Wporzo. Po czekaniu w poczekalni przez czas dość długi zostałem zawezwany przez pielęgniarkę, która zmierzyła mi temperaturę, ciśnienie i nieszczególnie przejęła się stopą.
10 -15 minut czekania w małym pokoiku. Pojawia sie pierwszy doktor - z okolic półwyspu indysjkiego na oko, silny tamtejszy akcent. Twierdzi, ze jest lekarzem rezydentem. Ogląda stopę.
10-15 minut czekania. Lekarz rezydent wraca z lekarzem własciwym - też hindus, ale akcent bardziej zrozumiały. Tłumacze po raz trzeci, że w zasadzie to nie miałem jakiegoś urazu, który bym pamiętał. Obawiają się, że może być potrzebny rentgen.
10-15 minut czekania. Cały czas ta sama salka z łóżkiem. Czytam wywiad z Gwyneth Paltrow. Przychodzi gruby technik od rentgena i prowadzi mnie tamże. Dokonuje aktu fotografii. Muszę dokuśtykać z powrotem do mojej salki.
10-15 minut. Kończę wywiad z Gwyneth. Okazuje się, ze gra w filmie gdzie śpiewa country. Przychodzi lekarz z rezydentem. Nie ma pęknięć, pytają czy miałem doświadczenia z podagrą, ordynują badania krwi aby coś tam zdiagnozować. Następnie sugerują, żebym może jednak poszedł do lekarza. Ale tak póki co to zapisują coś na morfinie - lepiej żeby pan nie jeździł samochodem.
10-15 minut. Przychodzi pielegniarka i pobiera krew do badań. Jeśli to nic poważnego to nie będa dzwonić.
cała impreza kosztowała 25$, co jak rozumiem w tutejszych warunkach jest nic.

Dzień później przyszły badania i się okazało, że a może to polipy? no dobra - podagra. To my panu zapiszemy nowy środek, gdzie Pan ma apteke? I tu jest wypas - recepte wysłałi do apteki i wystarczylo pójść odebrać jak tylko apteka automatem zadzwoniła, że gotowe. Nowy lek, który mi zapisali najwyraźniej służył do uśpienia koni, a tylko jako jeden ze środków ubocznych miał delikatne zmniejszenie stanów zapalnych. Branie go powodowało u mnie dziwne stany coś pomiędzy zapaleniem błędnika a ciężka niestrawnością - na ulotce jest przyjazna porada, że jeśli zaczniesz wymiotować krwią  i w niej będą takie pasemka to może daj znać lekarzowi. Domyślam się, że zwykłe, proste wymiotowanie krwią jest w normie.

Dzisiaj za to poszlim już do zwykłego lekarza i tenże lekarz jest wporzo. Rytuał z wypełnieniem 10 stron a-4 formularza przed wizytą i oględzinami przez pielęgniarke w osobnej kozetce - jak najbardziej - ale tu wypas bo  jeszcze i zważyli i zmierzyli. Nawiasem mówiąc, jak zobaczyłem wyniki badania krwi, co to niby były dowodem na podagrę to się okazało że odczyn mam 9 w skali normy 3-8, więc nie żeby jakaś straszna ilość. Ale podagra jest podagra jak stwierdził lekarz i zapisał sterydy. Lekarz jest wporzo, bo ma wąsy typu handlebar i wcześniej był chiropractorem jak twierdzi (muszę kiedyś sprawdzić co to znaczy) i generalnie nie lubi dawać lekarstw. Na wszelki wypadek pobrali też krew, co ją pobierał jeden murzin, który, nazwijmy to był specyficznie ubrany i uczesany. Impreza znowu 25$ a atrakcji co nie miara. Jeszcze mi przy okazji zapisali sterydy na zatoki, co akurat doceniam.

Czekam, aż moja firma ubezpieczeniowa zacznie się dopytywać co ja do cholery wyrabiam w pierwszym miesiącu pobytu. W międzyczasie jeśli sterydy zaczną działać to jutro może nam się uda wreszcie odebrać Forda.