Monday, May 30, 2011

Odcinek w którym okazuje się, że amerykański system prawny nie jest przygotowany na to, że cudzoziemiec mógłby chcieć zrobić cokolwiek innego niż prawo jazdy. Ale akurat prawo jazdy może.

Jak w tytule napisano. Okazuje się, że prądu nie, internetu nie, komórki na kontrakt nie ale prawo jazdy - proszę bardzo. Sajn hir. Z prawem jazdy miałem lęki dość spore, bo tu akurat matka moja opowiadała historie niestworzone ze stanu kenektiket gdzie załatwianie prawa jazdy trwało dwa miesiące i było porównywalne doznaniami z, pozwolę sobie zacytować HOL'a, "unprotected reentry into the amtosphere". W związku z czym spodziewałem się conajmniej sporych trudności i w stanie Ilinojis. Na dzień dobry jasne było, że będę musiał zdawać egzamieny (nawiasem mówiąc międzynarodowe prawo jazdy, które wg władz polskich powinno być ważne przez rok, wg stanu Ilinojis jest ważne do 90 dni - z pewnymi wyjątkami),  w związku z tym zaopatrzyłem się w książeczkę o prawach drogowych w stanie i studiowałem ją przez jeden wieczór. Jest tu wiele ciekawych rzeczy co do ruchu, np. skręcanie w prawo na czerwonym jest dozwolone zawsze chyba, że nie jest oraz maksymalna prędkość w całym stanie to 65 mph (ok 110 km/h) ale jeszcze nie widzialem takiego ograniczenia. Wszedzie nizej - za to ludzie jezdza tak z 70-80 mph.

Wracając do meritum. Dzień przed zdawaniem egazminu udało mi się zdobyć mandat za przekroczenie szybkości na terenie labu - z tego co rozumiem jest to coś w rodzaju rytuału przejścia i bez tego nie jest się tu meżczyzną - strażnik, który mi rzeczony mandat wręczył poprosił mnie żebym na siebie uważał. Był bardzo zatroskany, mimo że jechałem 50 mil na godzine. Dnia następnego udałem się do drajwer testing fasiliti, Dżessi Łajt, sekretari of stejt - tak się to wszędzie nazywa. Dżessi Łajt jest wszędzie - strach otworzyć konserwę. Zostałem poproszony o dokumenty, które zostały zaakceptowane w zasadzie od razu (z opowieści Mazer o stanie kanektiket wynikało, że dokumenty są akceptowane tylko podczas koniunkcji gwiazd, która następuje raz na 100 lat). Następnie zostało przeprowadzone badanie opticzno-mediczne które polegało na zerknięciu w coś co wyglądało jak fotoplastikon i przeczytaniu pierwszej linii cyfr oraz stwierdzeniu z której strony się świeci światełko. Badanie odbyło się przy stanowisku, gdzie składałem papiery. Następnie opłata 30$ i test pisemny z cyklu kierowca może czy kierowca musi, ale w zasadzie niezbyt trudne (można zdawać po polsku jakby kto chciał). Wyłożyłem się na pytaniu czy 17 latek może jeździć z opiekunem po godzinie policyjnej (curfew) czy nie może. Ale że błędów można popełnić 7 na 20 pytań i 15 znaków to zdałem. Następnie pół godziny oczekiwania na krzesełku i ogromna murzińska pani mię zaprosiła do mojego samochodu na sam egzamin.

Sam egzamin był zabawny z tego powodu, że na dzień dobry stuknąłem się z innym gościem który też zdawał a to dlatego, że w książeczce jest wyraźnie napisane, że cofać trzeba mając rękę za siedzeniem pasażera i patrząc do tyłu. Otóż, jak się okazuje, Lanos haczback ma cholernie duży blind spot, który jest porównywalny chyba tylko z blajndspotem chryslera, który mnie stuknął w zderzak tylnie albowiem również cofał. Ja się zatrzymałem jakieś pół sekundy wcześniej. Instuktorzy wyszli, stwierdzili "I didn't see nuthin' " i poprosili o kontynuowanie. Na samym egazminie zdobyłem 16 punktów na 36. Nie jest dla mnie jasne czy były to punkty karne czy też pozytywne, enyłej egzamin został zaliczony i po następnych 10 minutach miałem w ręku dokument ze zdjęciem. Impreza trwała w sumie z półtorej godziny. Koleś, który mnie stuknął też zdał, tak bajdełej. Także jako atrakcję turystyczną polecam.

W sobotę za to udało nam się zakupić auto, co wiązało się z wizytami u latynoskich mechaników i sprawdzaniem czy w bagażniku nie ma ciała ale się udało. Jutro musimy zakupić ubezpieczenie oraz odebrać klonkra. Damy znać jak pójdzie.

4 comments:

  1. ej no! normalnie ja się tak nie bawię! u nas maksymalnie dwa błędy i do widzenia. acz z cofaniem podobną pozycję należy przyjąć, tyle, że masz jeszcze patrzeć i w przód i w lusterka i w tył i w ogóle.

    jakie auto kupiliście w końcu?

    ReplyDelete
  2. Oj tam, oj tam. Tu sie po prostu bardziej odnosi w strone kursanta. Kupilim Focusa, ale o tym chba bedzie osobny odcinek.

    ReplyDelete
  3. 3x próbowałem napisać comment i 3x google nie chciało / chciałożebym coś zmieniał w swoich ustawieniach usługi blogger czego ja nie chciałem robić ... ale w koncu sie z tym pogodziłem i oto piszę comment ;>

    generalnie fajnie - czy Księżna Z. także aplikuje o lokalne prawo jazdy i przechodzi podobne perypetie?

    ReplyDelete