Monday, September 5, 2011

O rozrywkach kulturalnych w mieście Szikagu i okolicach

   Szikago powoli daje się lubić. Nie żeby jakoś strasznie, ale zaczynamy doceniać jego lepsze strony. Zaczęło się od tego, że parę tygodni temu japończyk z labu - ten co mówi trochę po polsku i mieszka wśród ukraińców - zaprosił nas na swój wernisaż. Czy też, jak to określił, wystawę grupy artystycznej do której należy i że są w niej Polacy - musicie przyjść! Temat wystawy to taśma i czy przeminęła czy też nie.

Pierwszą atrakcją było dojechanie na miejsce samochodem do Szikago proper. Był to pierwszy raz jak nam się to udało i oczywiście z pół godziny zajęło znalezienie miejsca do parkowania, ale nie było źle. Całe przedsięwzięcie odbywało się w dzielnicy Pilzen, która podobno kiedyś była czeska, ale śladów po tym nie widać. Zresztą po rzadko której dzielnicy widać, oprócz szyldów na restauracjach - no może oprócz czajnatałn, ale o tym kiedy indziej. Wracając do Pilzen, jest to teraz dzielnica artystowska, w której artyści mają jakieś swoje galeryjki oraz pomieszkują. Czasami pomieszkują w galeryjkach a w drugi piątek miesiąca są dni otwarte ich artystycznych gawr. Patrz dzień kiedy my tam trafiliśmy. Wystawa grupy była nierówna. Znajomy japończyk zdobył skądś... Nie, to byłoby krzywdzące. Otóż napisał proposal wykorzystania starych taśm z danymi eksperymentu z labu a nastepnie z tych taśm ułożył nazwę tegoż eksperymentu. Został dzięki temu wspomniany w gazetce labowej. Były też i inne eksponaty, z których mi się podobał "analog scratchbox" czyli cięciwa albo smyczek zrobione z taśmy magentofonowej i głowica na której widz mógł sobie pojeździć tąże taśmą aby wydobyć dźwięki. Był też film z performansu jakiegoś austriaka gdzie para ludzi była ubrana w stroje pokryte taśma magnetofonową a na palcach mieli głowice. Ich taniec wydawał dźwięki, które były mocno niepokojące. Oprócz tego piwo Pabst Blue Ribbon za dolara, więc ogólnie wernisaż dość udany.

Ale dalsza część zabawy się zaczęła w momencie jak ktoś nam powiedział o siedliskach/galeriach i okazało się że budynek w którym jesteśmy jest właśnie takim siedliskiem. Na czterech piętrach można było łazić i zwiedzać, czasami były poczęstunki czasami nie. Czasami było coś fajnego, czasami sztuka była na poziomie zdolnego 10latka. Z fajniejszych miejsc była Pani, która chyba zbierała plakaty z zacięciem trochę makabrycznym ale w okolicach art-deco i nie tylko. Wliczając w to plakat Sanatorium pod klepsydrą z wielką gałką oczną oraz plakaty nawołujące do obawy przed syfilisem w Paryżu przełomu wieków (tym poprzednim). Drugim fajniejszym miejscem był pan, który fotografował robaki. Każdy potrafi fotografować robaki,  chyba, że uciekają, ale nie każdy tak jak on. Plus absurdalne podpisy powodowały, że było to dość zabawne i się wyróźniało:
http://www.nuez.com/glam-bugs/
mój ulubiony to Rhodius, bohater Troi. Był też pan, który wmontowywał coś w rodzaju wyrzutni rakietowych w manekiny, co też było wporzo. Reszty nie bardzo pamiętam. Tym niemniej wieczór był udany.

Dlatego, kiedy tydzień później najlepsza z żon znalazła wzmiankę o tym,  że w Ołk Park jest podobny event w którym galerie sztuki otwierają odrzwia udaliśmy się w te pędy. Co prawda pewnym zaskoczeniem był fakt, że Ołk Park posiada "Art District". Po chwili poszukiwań okazało się, że nawet oglądaliśmy mieszkanie w tamtej okolicy, więc wporzo. Ogłoszenie opowiadało o zespołach muzycznych, atrakcjach świętach ulicy itd. itp. Rozentuzjazmowani, szparkim krokiem szliśmy zatem ulicą Harrison na wschód oczekując aż te wszystkie atrakcje na nas wyskoczą. Im bardziej dochodziliśmy do granic Ołk Parka tym bardziej w serca nasze wkradał się zawód, bo nie działo się absolutnie nic. Atrakcje najwyraźniej miały wolne, w zasadzie zadzwoniliśmy do znajomego Włocha, żeby w sumie został w domu, bo nie ma po co. Jedyne coś działo się na ostatnim kwartale, gdzie były ze dwie galeryjki, które były otwarte i sympatyczna kawiarnia z książkami, która jednak nie uczestniczyła w wydarzeniach artystycznych. W jedynej galerii do której odważyliśmy się wejść przywitała nas właścicielka i zaprezentowała nam prace swoje oraz swoich uczniów, z których jednym okazała się być 4-latka, a drugim emerytowany pan, który stworzył obraz na którym śmierć z kosą stała w różowym tunelu obok grzybo-polipów- tytuł "Czyszczenie jelita grubego". Dostaliśmy wino za darmo.

Wracając do Chicago, to za namową innych Włochów, w końcu załapaliśmy się na wieczór w Green Mill, czyli melinie Al'a Capone. W tej chwili jest to jazzownia i bar. Taki tylko z alkoholem. To naprawde rzadkość - w tym kraju wszystkie knajpy z piwem muszą też być grill-barami i transmitować futbol. Nie wiem na czym to polega (tzn. transmitowanie, futbol mniej więcej wiem). W każdym razie w Green Mill nie ma telewizorów ani burgerów, jest za to ochroniarz w przepasce na oko i kamizelce Harley'a Davidsona. W wieczór kiedy tam byliśmy mieli akurat wieczór swingu, podczas którego piosenki były przeplatane solistą, który z pomocą konferansjera wyczytywał reklamy radiowe z lat 20tych. Podczas piosenek 3 metry kwadratowe przed sceną były zapchanę grupą tańczących ludzi w strojach z epoki. Jak się później okazało studentów jakiejś szkoły muzycznej - i tak robiło wrażenie.

W ostatnich dniach udało nam się też poszukiwać Marilyn i przypadkiem znaleźć Picassa, pić piwo na 96tym pietrze, przypadkiem trafić na greckie tańce ludowe, być zawiedzionymi czajnatałn i notorycznie spóźniać się na festiwal dżezowy. Ale o tych rzeczach napiszę jak już zgram zdjęcia, czyli gdzieś w 2015 tym.


7 comments:

  1. No, to teraz już Was zwyczajnie nienawidzę.

    ReplyDelete
  2. :) czysczenie jelita grubego wpisuje sie w popularny spoleczno-artystyczny nurt polegajacy na fiksacji na ukladzie pokarmowo-wydalniczym. A atrakcje Oak Parku w porownaniu z Chicago cos mi przypominaja...

    ReplyDelete
  3. "Słowo, którego nie mogę napisać z powodu poprawności politycznej" don't be hatin'!

    ReplyDelete
  4. Haters gonna hate. Mi się po prostu mylą emocje.

    ReplyDelete
  5. Sticks and stones won't break my bones, but Andrew will actually make it.

    ReplyDelete